Historia Tir Na Danu – cz. III

Tak więc na północy niepodzielnie panowali Edhanowie, na wschodzie rozciągały się ziemie Lochinów, zaś w centrum krainy powstało potężne górskie królestwo Birdenów. Nie to, żeby władcy tych trzech królestw jakoś za sobą przepadali, ale poza niewielkimi konfliktami granicznymi raczej stronili od starć. Ludzie mogli wreszcie odetchnąć z ulgą, zająć się rolą, uganianiem za pannami i czym tam jeszcze kto się chciał zajmować. Tyle jeśli chodzi o wschód krainy. Za to na zachodzie zrobiło się za to naprawdę ciekawie. Tam również trzy plemiona zawarły ze sobą pakt. Legenda głosi, że troje przyjaciół – wielkich herosów rzecz jasna – zrozumiało, że Danu jest w swej domenie samotna, zaś rolą ludzi jest dać jej męża, który odganiałby jej smutki i zajmował się nią tak, jak mężczyzna powinien zajmować się kobietą. I tak po trzykroć przeklęci Gadharowie, po trzykroć przeklęci Evrenowie i, niech będzie, raz tylko przeklęci Aidanowie wynieśli na swój tron pierwszego Rogatego Boga – króla, którego po siedmiu latach panowania poświęcano w ofierze, by przez kolejne dziewięć długich lat żył u boku Bogini.


Potrzeba było jeszcze dziewięciu Rogatych Bogów, zanim zachodnie ludy uznały, że czas już, by wszystkie plemiona pokłoniły się przed tronem z jelenich rogów. Różnie można mówić o Wysokich Rodach (bo tak później wszyscy zaczęli nazywać tę trójkę z zachodu), ale jedno trzeba im przyznać – ich wojownicy umieli się bić. Birdenowie przywykli do bronienia swych granic przed najróżniejszymi zagrożeniami, nie przygotowywali się więc specjalnie na spotkanie z armią Rogatego Boga. No i wszyscy wiemy, jak skończyli Birdenowie. Ich rzekomo niezdobyte twierdze padły w przed nadejściem zimy. Gdy przyszedł czas wiosennych roztopów królestwo Birdenów już nie istniało, zaś armie zachodnich plemion przedzierały się przełęczami na wschód – ku ziemiom Lochinów. Lud Jezior umiał jednak wyciągać wnioski z porażki swych sąsiadów. Naprzeciw najeźdźcom stanęły połączone siły wszystkich lochińskich książąt, wspierane przez zastępy sprzymierzeńców i najemników. Nawet Sullenom w tej chwili próby pozwolono chwycić za broń i stanąć przeciw Rogatemu Bogu.

Wiecie, jaka wojna jest dobra? Krótka wojna, ot co. Jedni przyjeżdżają, łupią drugich, zabierają bydło i wracają do domu. Albo inaczej. Dwie armie spotykają się na wielkim polu bitwy, jedna przegrywa, pokonany władca korzy się przed zwycięzcą, może nawet kładzie głowę pod miecz, potem jakieś tam aneksje, branki, te sprawy i już. Koniec. Wszyscy wracają do domu. Tamta wojna była długa, może nawet najdłuższa w historii. Pola leżały odłogiem, dzieciaki dorastały nie poznając ojców, a do wiosek powracali tylko ranni i o złamanych duchu. Lochińscy sprzymierzeńcy szybko się wykruszyli wobec pierwszych klęsk. Ale grody trzymały się dzielnie, a najeźdźcy walczyli bardzo daleko od domu i byli zmęczeni wcześniejszymi podbojami. Nikt nie próbował nawet policzyć ilu padło po obu stronach, ale armie były już tylko cieniami dawnej świetności. I wtedy komuś przyśnił się sen.

Ano sen! Gdyby chociaż przyśnił się on byle komu, ale nie… Musiał się przyśnić akurat lochińskiemu królowi! Co za sen? Ano sen, przez który zrozumiał, że Rogaty Bóg… właściwie ma rację. Że Matka oczekuje od swoich dzieci, że oddadzą władzę jej oblubieńcowi, okazując w ten sposób jej szacunek. Różnie mówią o tym śnie. Niektórzy twierdzą, że żadnego snu nie było, że sprytny władca chciał po prostu wyjść z twarzą z całego konfliktu, a wiedział, że jego wojska nie będą w stanie wiele dłużej nie ustępować pola. Inni mówią, że pragnął on po prostu by Lochinowie dołączyli do grona Wysokich Rodów, co zresztą zupełnie się nie udało. Ale wielu nie wątpi, że Danu naprawdę go natchnęła. Ale wiecie co? Tak naprawdę, to zupełnie nieważne. Ważne jest natomiast, że królowi udało się do owego snu przekonać poddanych. Co za różnica, czy władca wierzył we własne słowa, skoro uwierzył w nie cały jego lud?

Wojna skończyła się nagle, z dnia na dzień. Żadnych decydujących bitew, żadnych forteli. Lochinowie po prostu złożyli broń i ślubowali lojalność Rogatemu Bogu. Na znak przymierza Wysokie Rody przeniosły stolicę swego królestwa do Tary – największego miasta Ludu Jezior. Mimo, że zmęczone wojną, połączone siły Rogatego Boga i  Lochinów nie miały sobie równych w krainie. Mniejsze plemiona same przybywały, by pokłonić się przed nowym władcą, zaś większe i bardziej dumne zmuszano do tego siłą. Nawet Edhanowie – ostatnia realna siła mogąca zagrozić nowemu porządkowi – postanowili zachować się ostrożnie i zdecydowali się płacić trybut nowej potędze w zamian za gwarancję niezależności. Błogosławione przez Danu królestwo szybko rosło i podnosiło się z kolan, na które rzuciły je lata wojny. Wobec ciągłych niepokojów, związanych z działaniami bardziej barbarzyńskich plemion, a zwłaszcza nieugiętych Morranów, którzy nigdy nie zgodzili się na włączenie do królestwa Rogatego Boga wiele miast dodatkowo fortyfikowano i budowano dodatkowe twierdze. Jednocześnie powstał wspaniały system traktów, wiele z których po dziś dzień jest używanych w Tir Na Danu.

Tak oto nastał Czas Rogatych Bogów – okres, który wielu wspominałoby z rozrzewnieniem, gdyby nie ponura świadomość, dokąd to wszystko doprowadziło. Powstawały nowe miasta, stare zaś rozkwitały na nowo. Dzięki obecności wojska, kupcy mogli czuć się bezpiecznie na traktach, powstały szkoły walki i wiedzy, do których trafiała młodzież z całej Tir Na Danu, a na książęcych dworach wszystkich plemion zagościły nieznane wcześniej dobra, sprowadzane przez Vaethów z odległych wysp. Królestwo cały czas powiększało swą domenę, władcy zaś zapragnęli poznać lądy na dalekim południu. Trzy raz po dziesięć lat trwała wielka kampania, w wyniku której częściowo podbito południowy kontynent, zaś Rogaty Bóg ustalił swego namiestnika, który w jego umieniu miał opiekować się odległymi ziemiami. Powracający wojownicy przywieźli ze sobą jeszcze więcej złota i skarbów, królestwo rozkwitało w pełni.

Wpis opublikowano: on Thursday, October 2nd, 2008 at 8:49 pm and is filed under Historia Tir Na Danu, Poza Czasem 2ed. Możesz śledzić odpowiedzi na ten post korzystając z RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź, albo trackback z twojej strony.

4 Comments to “Historia Tir Na Danu – cz. III”

  1. Dorotka Says:

    AAAA jak to 7 lat???? Zawsze było 9, skąd 7, przecież ta liczba ma się nijak do Celtów?

  2. Ellentir Says:

    Mój błąd – zapomniałem, że mam to zmienić. Już poprawione :-)

  3. Kaśka Says:

    No i Rogaci Bogowie dostali 2 lata w prezencie :P

  4. Katarzyna Says:

    czyta sie wspaniale. czuje sie zapach krwi na polach,widzi wszystkie starcia, rozmowy, wspanialych i dumnych Edhanow stojacych w obronie swych ziem.

Leave a Reply


7 − = 5