Historia Tir Na Danu – cz. VII

Jedno plemię w szczególności zasłużyło się w tamtych czasach – jednak nazwy tego ludu nie usłyszycie ani w tej, ani w żadnej innej opowieści. Początkowo wydawali się idealnym przywódcami powstania. Zorganizowali rozrzucone po Tir Na Danu oddziały i beznadziejną początkowo sytuację zaczęli przekształcać na swą modłę. Choć Wysokie Rody nadal miały przewagę w otwartym polu, nie były w stanie poradzić sobie z nieustannie kąsającymi je niewielkimi grupami buntowników. Pod przywództwem wspomnianego plemienia udało się nawet zrealizować pewien szalenie niebezpieczny plan i porwać trójkę władców, co miało wprowadzić jeszcze większe zamieszanie pośród Wysokich Rodów. Wiele krwi zostało przelane, by ów plan się powiódł, ale ostatecznie wszyscy trzej królowie znaleźli się w rękach Przymierza. I wtedy po raz kolejny objawili się Ordinowie. Nikt nie wie dokładnie, jakim cudem udało im się oswobodzić więźniów, a jednak faktycznie królowie zamiast pod miecz trafili w ich ręce i zostali wywiezieni na północ.

Egzekucja władców miała się odbyć w tajemnicy, by nie ściągać na siebie gniewu wielu niezdecydowanych jeszcze poddanych królestwa. Tak przynajmniej tłumaczyli to Przymierzu członkowie plemienia, którego nazwy nie wypowiem. I faktycznie, wysłani do tego zadania siepacze przynieśli (zgodnie z życzeniem starszyzny bezimiennego plemienia) puchar pełen krwi zabitych rzekomo królów jako dowód wykonania swego ponurego zadania. I wtedy się zaczęło. Starszyzna przeklętego plemienia rozpoczęła w tajemnicy odprawianie jakiegoś podłego rytuału. Wszyscy odczuli w głębi serca, jak Danu płacze z bólu, zadawanego jej przez tych przeklętych ludzi. Jak się okazało całe plemię od dawna wprowadzało w życie skomplikowany plan. Przez pokolenia odprawiano kolejne części obrzędu, który miał tylko jeden cel – odebrać moc Bogini i podzielić ją między członków plemienia. Powstałaby nowa, niepokonana rasa, która mogłaby niepodzielnie władać całą krainą. Krainą Martwej Bogini. Ostatnim etapem rytuału miało być wypicie przez najstarszego członka plemienia krwi trzech koronowanych władców z linii Rogatych Bogów.

Tak przynajmniej miało to wszystko wyglądać. Na szczęście, choć mówię to niechętnie, dzięki Ordinom plany plemienia bez nazwy nigdy się nie ziściły. Po wypiciu fałszywej krwi królów starszy plemienia padł martwy, Danu odzyskała zaś całą swą moc. Ordinowie triumfalnie powrócili do Przymierza, które zdradzili wcześniej (podobno tylko po to, by nie dopuścić do wypełnienia się rytuału). Królowie zostali wywiezieni na daleką północ, gdzie w zamknięciu przeżyli resztę swych dni.  Tymczasem Przymierze stanęło przed dylematem. Nigdy wcześniej w historii żaden z Ludów Bogini nie stanął przeciwko Matce. Władcy Dwunastu Plemion nie byli w stanie zdobyć się na wybicie do nogi całego ludu, ostatecznie uradzono więc co innego. Zdrajcy mieli przeżyć. Na zawsze stracili jednak wolność. Co więcej druidzi nałożyli na plemię potężny gaess, który całkowicie odebrał im mowę, by nie mogli już nigdy więcej wspólnie ułożyć równie podłego planu. Jeżeli więc spotkacie na swej drodze nieodzywających się do nikogo niewolników o kryjącym się gdzieś w głębi spojrzenia smutku i obowiązkowym znamieniu zdrajcy, wypalonym im na wierzchu prawej dłoni, to pamiętajcie, że macie do czynienia z potomkami owego zdradzieckiego plemienia, którego nazwy nikt dziś nie wymawia.

Tymczasem, mimo kolejnych zwycięstw powstanie musiało potrwać jeszcze ładnych kilka lat, nim udało się ustanowić jakiś nowy porządek. Zresztą, zdania co do tego, jak właściwie ma wyglądać świat bez Wysokich Rodów były pośród członków przymierza podzielone. Aidanowie pragnęli zachować granice państwa, które niegdyś współtworzyli, Morranowie i Amergenowie żądali zaś całkowitej autonomii dla każdego z plemion. Ci pierwsi, dlatego, że wierzyli w prawo do wolności, drudzy zaś z czystego wyrachowania – wiele rozbitych plemion stanowiło dla nich mniej poważne zagrożenie, niż jedno, duże państwo, które w kółko wtrącałoby się a amergeńskie interesy. Ich władca zdążył się zresztą narazić pozostałej jedenastce, gdyż udzielił tymczasowego schronienia uciekającym na południe dostojnikom Wysokich Rodów. Mówi się, że w zamian za jego łaskę i prawo przejazdu, musieli oni zostawić większość swego złota i to właśnie od tamtych czasów Amergenowie dysponują największym w Tir Na Danu bogactwem.

Pośród panującego chaosu wieli spośród dawnych ciemiężców udało się zbiec na dalekie południe, poza Tir Na Danu, do odległej krainy, którą niegdyś podbili Rogaci Bogowie. Po dziś dzień Wysokie Rody utrzymują tam władzę, knując i z zazdrością patrząc na północ – ku swej dawnej domenie. Słyszałem wiele opowieści o tamtych stronach, gdyż Vaethom zdarza się czasem zapuszczać na południe. Otrzymali oni zresztą od przymierza gwarancję, że będą mieli prawo nadal handlować z Wysokimi Rodami w zamian za informacje o nastrojach w ich miastach i ewentualnym niebezpieczeństwie, jakie mogą stanowić dla Tir Na Danu. Plemię żeglarzy otrzymało owe prawo po pewnych wypadkach, które uświadomiły wszystkim, że warto cały czas mieć oko na knowania naszych dawnych władców. A było tak:

Rebelia powoli wygasała. Wiele plemion spoza przymierza wybrało niezależność i odłączyło się od pozostałych, zajmując się własnymi sprawami. Inne, widząc w Dwunastce gwarantów bezpieczeństwa, postanowiło trwać przy buntownikach i wspierać ich w miarę możliwości. Doszło do wielu nieporozumień, gdy plemiona zaczęły kolejno ogłaszać powstawanie nowych królestw. Otóż Aidanowie ostro zaprotestowali. Ich zdaniem w Tir Na Danu było miejsce dla tylko jednego króla, potomka Rogatych Bogów, który (naturalnie) wywodził się z ich plemienia. Jak zapewnie się domyślacie, tego typu deklaracje niezbyt dobrze kojarzyły się pozostałym członkom Przymierza. Doszło wręcz do wygnania Aidańskiego władcy z Tary. Król bez królestwa (jak go wtedy nazywano) udał się ostatecznie ze swymi poplecznikami na zachód, ku ziemiom, z których wywodził się jego lud.    Po cichu, pozostali członkowie przymierza zaczęli już nawet szeptać o ewentualnej konieczności obrócenia się przeciwko Aidanom, którzy najwyraźniej zbyt byli jeszcze przywiązani do roli jaką pełnili w Królestwie Wysokich Rodów.

Nigdy jednak nie zrealizowali swych planów. Oto bowiem powróciły Wysokie Rodu. Z południa ku Tir Na Danu zbliżała się potężna armia, złożona z dzikich południowych plemion, dowodzona przez ludzi, którzy jeszcze nie dawno rządzili krainą. Siły Przymierza Dwunastu były wtedy rozproszone i zmęczone długą rebelią, wyglądało więc na to, że będą musiały ustąpić pola znienawidzonemu przeciwnikowi. Oczywiście – natychmiast rozpoczęto przygotowania do obrony, jednak szły one bardzo ślamazarnie, a armia, którą wystawiono była zbyt mało liczna by dać odpór najeźdźcy. W dodatku, przygotowania miały miejsce w Tarze, co oznaczało, że zanim dojdzie do spotkania obu armii, Wysokie Rody będą miały okazję wejść głęboko w teren kontrolowany przez Przymierze. I wtedy przemówił Aidański król.

Wpis opublikowano: on Wednesday, November 5th, 2008 at 7:12 pm and is filed under Historia Tir Na Danu, Poza Czasem 2ed. Możesz śledzić odpowiedzi na ten post korzystając z RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź, albo trackback z twojej strony.

One Comment to “Historia Tir Na Danu – cz. VII”

  1. Dorotka Says:

    No to długo nie nacieszyli się zdobytymi ziemiami…
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)

Leave a Reply


9 − 4 =